26 maja 2026

 (niech ta noc będzie nasza)


Tylko ty i ja

i cisza między słowami

Palce splątane w dłoniach

Bo miłość jest między nami


Chodź, przytul mnie mocniej

niech świat odpłynie dziś

Masz w oczach taki spokój

że chcę w nim zostać i żyć


Twoje serce bije przy moim

tak równo i tak blisko

Jakby noc sama szeptała

że już mamy wszystko

(że już mamy wszystko)


 Na podwórku wciąż ten sam cień

Na furtce rdza i dom stary

Uśmiech miał prosty,  sens

A teraz cisza chodzi i brak wiary 


W kieszeni noszę garść dawnych dni

I żółty liść, co spadł za wcześnie

Pytam noc, gdy nie mogę spać

Czy tamten czas jest gdzieś jeszcze.  



Na stole stała herbata, za oknem mrok

Na krześle dzień, co dawno zgasł

Matka wołała: ("wróć synku wróć" )

A wiatr jej głos po łąkach niósł


I tylko zdjęcia, blady znak

Z twarzą, co znał każdy mój strach

Czy ktoś dziś umie znaleźć ślad żeby serce przestało  łkać



Zawsze gdy wracam w tamten czas 

Serce rozdziera, wspominając mile 

Z bagażem doświadczeń i podartych dni 

Czy znajdę tamte szczęśliwe chwilę



Czy jest gdzieś taki świat

Bez bólu i bez łez

Czy jest gdzieś takie miejsce

Że człowiek, (człowiekiem jest)


Czy jest gdzieś taki świat

Gdzie nie pęka głos

Gdzie można wstać bez smutku

I znów uwierzyć w los



Czy jest gdzieś taki świat

Bez bólu i bez łez

Gdzie słońce zawsze grzeje

A serce nie zna burz

Gdzie każdy dzień to cud

A nocą gwiazdy lśnią

Gdzie miłość trwa wiecznie

I nikt nie wyprosi na stąd



Czy jest gdzieś takie miejsce

Że człowiek człowiekiem jest

Gdzie dobroć wciąż zwycięża

A zło odchodzi w cień

Gdzie uśmiech na twarzy

Nie jest tylko maską

Gdzie prawda ma siłę

A kłamstwo jest (porażką) 



Czy gdzieś jest takie miejsce 

Szczęśliwe i bez wad

Gdzie jest taka kraina

Na którą nas będzie stać


 Idę przez puste dni

Z garścią starych zdjęć

Na dłoniach mam kurz i czas

A w sercu cichy lęk


Czy jest gdzieś taki świat

Gdzie nie mam bólu ani łez

Czy jest gdzieś takie miejsce

Gdzie człowiekiem jest

Poprowadź mnie tam

Choćby jeden krok

Bo sam już nie umiem

Udźwignąć tego rok

Czy jest gdzieś taki świat

Gdzie nie mam bólu ani łez

Czy jest gdzieś takie miejsce

Gdzie człowiekiem jest


W kieszeni trzymam żal

Jak kamień pośród dni

A mimo tylu ran

Wciąż chcę do kogoś iść

Nie po cud, nie po znak


Jeśli tam istnieje brzeg

Gdzie milknie stary strach

Jeśli tam można wstać

I nie oglądać łez w ścianach

To weź mnie za ten cień

Co jeszcze wierzyć chce

Bo serce, choć tak zmęczone

Nadal szuka mnie



Czy jest gdzieś taki świat

Gdzie nie mam bólu ani łez

Czy jest gdzieś takie miejsce

Gdzie człowiekiem jest

Poprowadź mnie tam

Choćby jeden krok

Bo sam już nie umiem

Udźwignąć tego rok

Czy jest gdzieś taki świat

Gdzie nie mam bólu ani łez

Czy jest gdzieś takie miejsce

Gdzie człowiekiem jest



A jeśli nie ma drzwi

To pokaż mi choć próg

Gdzie można zrzucić wstyd

I oddać dawny chłód


 Czy jest gdzieś taka planeta

Gdzie słońce zawsze świeci jasno

Gdzie deszcz to tylko melodia lekka

Gdzie każda chwila to szczęście własne




Czy jest gdzieś taka dolina

Gdzie wiatr szepcze same dobre słowa

A każda myśl to perła jedyna

Każdy dzień to nadzieja nowa



Jeśli tam kiedyś dojdziesz,

zostaw dla mnie znak.

Może w progu, może w śnie,

może w gałęziach jabłek tak.

Niech mnie poprowadzi głos,

co nie boi się drżeć.

Bo jeśli istnieje taki brzeg,

to chcę tam z tobą przejść.



Czy jest gdzieś taki świat

Gdzie nie mam bólu ani łez

Czy jest gdzieś takie miejsce

Gdzie człowiekiem, człowiekiem jest

Czy jest gdzieś taki świat

Gdzie serce nie zna ran

Gdzie wracam bez strachu

I w nim nie jestem sam



Czy jest gdzieś taki świat

Gdzie nie mam bólu ani łez

Czy jest gdzieś takie miejsce

Gdzie człowiekiem, człowiekiem jest

Czy jest gdzieś taki świat

Gdzie serce nie zna już ran

Czy jest gdzieś takie miejsce

Gdzie wracam, i nie jestem sam



Ja niosę  stracone lata

Co pękły jak cienkie szkło

I imię, co siedzi w pamięci

Gdy wiatr przegania mrok


Imię było normalne 

Lecz miłości była wielka 

I gdzieś to wszystko uciekło 

Miłosna  poniewierka



Widziałem tyle dróg

I tyle pustych rąk

Że teraz chcę już tylko

Nasz osobisty krąg



Jeśli to tylko sen

Niech trwa, niech trzyma mnie

Bo na tej długiej ziemi

Za często gubię się

A kiedy świt się skrada

Przez szczelinę w drzwi

To chcę, byś była przy mnie

Jak dawniej, blisko, (jak dziś)



Czy jest gdzieś taki świat

Gdzie nie mam bólu ani łez

Czy jest gdzieś takie miejsce

Gdzie człowiekiem, człowiekiem jest

Czy jest gdzieś taki świat

Gdzie serce nie zna już ran

Czy jest gdzieś takie miejsce

Gdzie wracam, i nie jestem sam



Może to w twoich oczach

Może w zwykłym słowie

Może w tym jednym geście

(Ja już mam zamęt w głowie)



Jeśli gdzieś jest ten brzeg

To prowadź mnie bez dróg

Bo jestem już zmęczony

I tak mi ciężko dłużej tu



Czy jest gdzieś taki świat

Gdzie nie mam bólu ani łez

Czy jest gdzieś takie miejsce

Gdzie człowiekiem, człowiekiem jest

Czy jest gdzieś taki świat

Gdzie serce nie zna już ran

Czy jest gdzieś takie miejsce

Gdzie wracam, i nie jestem sam


 Czy jest gdzieś taka planeta

Gdzie słońce zawsze świeci jasno

Gdzie deszcz to tylko melodia lekka

Gdzie każda chwila to szczęście własne



Czy jest gdzieś taka dolina

Gdzie wiatr szepcze same dobre słowa

Gdzie każda myśl to perła jedyna

Gdzie serce zawsze ma dom od nowa



Czy jest gdzieś taki świat

Bez bólu i bez łez

Czy jest gdzieś takie miejsce

Że człowiekiem. człowiekiem jest




Na stole stygnie chleb,

a w oknie drży deszcz.

Twoja filiżanka stoi tu,

jakbyś miał wrócić jeszcze dziś.

W kieszeni trzymam dzień,

co pękł mi na pół.

I tylko dom pamięta,

jak cicho odszedł ból.



Na schodach skrzypi czas,

pod butem stary kurz.

Wieszakiem milczy płaszcz,

co czekał tyle już.

Na zdjęciu śmiejesz się,

jakby nic nie zgasło.

A ja wciąż pytam noc:

czy wszystko tak po prostu?


Czy jest gdzieś taki świat

Gdzie nie mam bólu ani łez

Czy jest gdzieś takie miejsce

Gdzie człowiekiem, człowiekiem jest

Czy jest gdzieś taki świat

Gdzie serce nie zna ran

Gdzie wracam bez strachu

I znów mam swój dom



Jeśli tam kiedyś dojdziesz,

zostaw dla mnie znak.

Może w progu, może w śnie,

może w gałęziach jabłek tak.

Niech mnie poprowadzi głos,

co nie boi się drżeć.

Bo jeśli istnieje taki brzeg,

to chcę tam z tobą przejść.



Czy jest gdzieś taki świat

Gdzie nie mam bólu ani łez

Czy jest gdzieś takie miejsce

Gdzie człowiekiem, człowiekiem jest

Czy jest gdzieś taki świat

Gdzie serce nie zna ran

Gdzie wracam bez strachu

I znów mam swój dom




 Czy jest gdzieś taki świat

Gdzie nie mam bólu ani łez
Czy jest gdzieś takie miejsce
Gdzie człowiek dla człowieka jest
Ja niosę w sercu ślad
Po dniach, co wziął mi sen
I pytam cicho znów
Czy taki dom ma sens


Na starych progach dni
Został mi pył i kurz
I twarz, co patrzy w dal
Jakby szukała mórz
W kieszeni mam twój głos
Jak mały, ciepły znak
Że może jeszcze gdzieś
Nie wszystko boli tak


Czy jest gdzieś taki świat
Gdzie łzy nie znają mnie
Czy jest gdzieś takie miejsce
Gdzie dobro rodzi się
Czy jest gdzieś taki świat
Gdzie serce wraca wprost
Gdzie człowiek dla człowieka
To więcej niż tylko los


Czy jest gdzieś taki świat
Gdzie łzy nie znają mnie
Czy jest gdzieś takie miejsce
Gdzie dobro rodzi się
Czy jest gdzieś taki świat
Gdzie serce wraca wprost
Gdzie człowiek dla człowieka
To więcej niż tylko los

 Ludzie co się z wami stało 

Każdy sobie wszystkim mało 
W oczach żółć a na ustach piana 
I komuś bez potrzeby zadana rana 
Dlaczego tak wszystkim wam odjebało 
Śmiech jak gwóźdź wbity w czyjeś ciało 
Piana i jad potem wyrok za to 
Każdy chciałby rządzić 
Każdy chce być sarmatą 


Dlaczego ciągle warcicie na siebie 
Jakby tu chodziło o niebo i piekło 
Drobne słowo a krew wam się waży 
Jakby życie wam uciekło 
Do ciebie to mówię i do ciebie też 
Patrzysz w szybę i widzisz wroga 
A to tylko twoja twarz jest 
Zakochana w sobie pycha sroga 
Ludzie do cholery co się z wami stało 
Czy wasz serca nie bolą 
Wszystkiego wam mało 
Wolicie wszystkich gryźć niż podejść blisko 
I powiedzieć ja już nie chcę tej wojny pieprzyć to wszystko 

Dlaczego tak wszystkim wam odjebało 
Każdy krzyczy, nikt nie słucha wokoło 
A potem się stało 
Obudźcie się wreszcie 
Do ciebie to mówię i do ciebie też też 
Bo zło nigdy zła nie pokonało 
Zło rodzi zło i zabijanie 
Więc przemilszcie jeszcze 
Bo coś gorszego się stanie 
 

04 maja 2026

 Życia nie dostałeś na zawsze 

Jesteś tu tylko na chwilę 

Więc przeżyj je mądrze 

Niby nic, ale aż tyle


Nie masz wieczności na dłoni

Tylko oddech i kilka dróg

Każdy ślad na twojej drodze 

Szybko zmyje życia trud


Patrzysz w okno, jak dnia ubywa

Jak się kruszy słońca blask

Tam czeka dom bez powrotu

A czas nie poczeka-(nie wróci brzask)


Życia nie dostałeś na zawsze

To jest dar, nie studnia bez dna

Jesteś tu tylko na chwilę

Jak deszcz, co po szybie gna


Więc nie marnuj słów na pustkę

Nie odkładaj czułości na jutro

Bo gdy serce robi się ciężkie

Jutro już może być za późno



Życia nie dostałeś na zawsze

Jesteś tu tylko na chwilę

Więc przeżyj go mądrze

Bo nikt za ciebie go nie przeżyje


Życia nie dostałeś na zawsze

Nie oddawaj dni bez sensu

Jesteś tu tylko na chwilę

Więc zaufaj swojemu sercu



Niech zostanie po tobie ciepło

Niech zostanie czyjś spokojny sen

Jedno dobre, prawdziwe spojrzenie

Mówi więcej, niż tysiąc przekleństw i łez


Kiedy noc przygasi ci twarz

Kiedy zgaśnie kolejny dzień

Pomyśl tylko, czy żyłeś naprawdę

Czy tylko obok własnych miejsc



Masz tylko ten oddech

i każdy kruchy dzień

Nie trzymaj go w kieszeni

jak drobnych, ani zdjęć


Każdy krok jest liczony

każdy cień ma swój sens

A serce bije cicho

jakby znało swój kres


Patrz, jak w dłoni się rozsypało,

to co miało być wieczne

I nagle zwykły poranek

robi się ostateczny



Nie pytaj, kto ci odda to,

co minęło już

Nie ma drugiej próby

ani cofniętych słów


Kiedy cichnie śmiech 

a dom zostaje sam

Zostaje tylko prawda

Bo ciebie już nie ma tam 


Więc nie marnuj, czasu na ciszę

tych chwil, (co chcą być tłem)

Bo życie nie poczeka

nie wróci (żaden dzień)



Życia nie dostałeś na zawsze

Jesteś tu tylko na chwilę

Więc przeżyj go mądrze

Bo nikt za ciebie go nie przeżyje


Życia nie dostałeś na zawsze

Nie odda ci go czas

Więc kochaj dziś mocniej

I nie odkładaj na zaś 


Życia nie dostałeś na zawsze

To płomień, (nie skarb w szkle)

Więc przeżyj go mądrze

Bo kiedy zgaśnie, zostaje tylko sen


(Tylko sen)


19 kwietnia 2026

 Mam dosyć wszystkiego

Co miało być sensem

Tych mądrych cytatów 

Co stały się przekleństwem


Mam dosyć zachwytów 

I waszego pieprzenia

Cholernych hipokrytów

Grających na uczuciach, mojego istnienia 


Mam dosyć żalów 

Nie szczerych wypowiedzi 

Pieprzonych balów 

I tej licznej gawiedzi 


Mam dosyć piękna

Co gryzie mnie w oczy

I fałszywej prawdy

Która miała zaskoczyć



Mam dosyć podchodów

Rozmów naokoło

Tej sztucznej uprzejmości 

na każde moje słowo 


Mam dosyć litości

Co patrzy z wysoka

Nie chcę jałmużny jak rzuconych kości

A wasze pochwały to pustka głęboka 


Mam dosyć żywych

Co chodzą jak cienie

I martwych wspomnień

Co wracają w nocy


Życie na siłę też mam dosyć

I tego

Że ciągle mam wstawać 

I

Znów się podnieść



Mam dosyć wszystkiego

Aż boli mnie gardło

Krzyczę do ściany

Bo wszystko przepadło


Jeśli mam utonąć

To w swoim milczeniu

Nie w waszych planach albo sumieniu


Mam dosyć wszystkiego

Aż braknie mi tchu

Nie chcę pocieszeń, złotych myśli, mądrych słów


Zanim mnie zgasicie

Spalę ten most

Mam dosyć wszystkiego

Mam dosyć

Dość

 Gdzie dziewczęta z tamtych lat

Z warkoczami aż po pas

Z tamtych zdjęć

Co leżą w szufladzie

To nie my, tam nie ma nas


Gdzie te głosy z potańcówek

Ta muzyka w cichą noc

Gdzie są nasze piękne serca

Kto jeszcze pamięta.

Zapach chleba, "ukochanej babci spracowane ręce" 



Gdzie się podział mój ukochany

Stary świat,  tyle pięknych radosnych chwil.

Gdy dziadek budził nas o świcie.

A jakie pięknie mieliśmy sny


Gdzie te listy

Które sercem były pisane 

I te rumiane policzki 

Gdy pod pierzyną były czytane.

Teraz

Jakoś to wszystko jest nie tak

Wszystko inaczej 

"Miłości brak" 



Gdzie się podział mój ukochany stary świat

Z matczynych dłoni

Z ojca ust

Idzie siostra była siostrą, a bratem był brat.



Tyle dróg przeszliśmy przez ten czas

Dzisiaj tyle ludzi, a jesteśmy sami

Deszcz bardziej mokry 

Gdzieś zniknął nasz las



Gdzie się podział mój ukochany stary dom

Imię zapisane na szybie

W świetle z dwóch stron

Tak na chwilę jeszcze raz, zatrzymać tamten czas 




Zobaczyć

Stary dom.

Przyjaciół sprzed lat. 

Ocalmy chociaż trochę 

Tego co było kiedyś w nas

Radość 

Miłość 

Szacunek

 Śmiejesz się głośno

Gdy komuś jest źle

Taki masz dowcip

Taki masz gest

Kopiesz człowieka już leżącego 

"Zrobiłeś mu krzywdę"  

No i co z tego



Pod maską ukrywasz złe intencje

Udajesz twardziela

Chociaż nim nie jesteś

Bo gdy patrzę ci w oczy na wprost

Widzę w tobie "ucieczkę"  przez złość



Przy stole pierwszy rzucasz kamień

A za plecami kręcisz  tani dramat

Do słabych jesteś odważy dzielny

Dla silnych jesteś 

Mięczakiem bezczelnym


Gdy ktoś cię pyta: „czemu to robisz?”

Znów się wykręcasz

Zgrywasz cwaniaka

Ale ten jeden

Malutki tik

Zdradził cię

I pękł twój bohaterski mit



Jesteś małym podłym człowieczkiem

Co w innych wpycha swój lęk

Ty jesteś tchórzem

Zwykłym tchórzem

Za czyjąś krzywdą chowasz swój lęk


Gdy ujrzałeś w lustrze twarz

spadła ci maska dowcip i żart

Nie uchroni cię żaden szczęśliwy traw

Bo zdradził cię grymas na twarzy

Gdy zobaczyłeś  swój podły strach


 Jak dobrze mieć kogoś

Kto widzi więcej niż ja sam

Kiedy błądzę znów po domu

Po koszmarnych snach


Jak dobrze mieć czyjeś ręce

Które znają każde moje drżenie

Śmiech w kuchni, po kolacji

I spokój

Gdy przychodzi zmęczenie


[Verse 2]

Patrzysz na mnie tak zwyczajnie

Jakby to był najprostszy dzień

W twojej twarzy jest światło

Którego brakowało mnie


Jakby miłość nie znała granic

I nie trzeba było słów

Tylko kubek ciepłej kawy

Że z tobą mogę być znów


[Chorus]

Jak dobrze mieć kogoś

Kto kocha mnie za nic

Za te wszystkie moje cienie

I za kilka jasnych chwil

Kto zostaje

Gdy jest źle

Gdy milczę

A ty rozumiesz mnie


Gdy jest mi źle, podajesz kubek gorącej kawy 

Ty mnie nie pocieszasz, tylko tulisz moje obawy 

Nie mówisz "będzie lepiej" 

Siadasz obok, trzymając mnie za rękę


Jak dobrze mieć kogoś

Kto kocha mnie za nic

Patrzy na mnie tak spokojnie

Jakby świat był prosty, i poukładany


Jak dobrze 

Że jesteś 

I czekasz 

Patrzysz miłością

Nigdy nie narzekasz



Jak dobrze mieć kogoś

I tym kimś jesteś ty

Układając moje koszmary 

W piękne spokojne sny


 A kiedy przyjdzie na mnie już pora

I zgaśnie gwar w mojej głowie

Zostanie łóżko

Fotel i szafa

I kilka listów zostawię po sobie


Zegary staną w nieskończoności

Wskazówki drgną i zamarzną w pół

Jakby ktoś zdjął ze ściany kalendarz

I nagle skończył ten długi bieg prób



Na wszystko spojrzę wtedy dookoła

Na każdy drobiazg

Co milczał latami

Na kubek z kawą niedopitą rano

Na kurz

Co tańczy w świetle nad nami


Zobaczę twarze

Które dawno zbladły

Słowa

Których już zmienić się nie da

I tylko w sercu zrobi się ciszej

Jak w pustej sali po końcu wesela 


I jestem gotowy iść drogą wieczności

Choć trochę szkoda tych kilku historii

Tych śmiesznych poranków

Późnych powrotów

Listów spalonych

Zbędnych kłótni na życia przystanku


Jeśli tam dalej też ktoś na mnie czeka

Może się spotkam z tym

Kogo mi brak

Zamknę za sobą wszystkie rozdziały

I pójdę dalej

Bo wyznaczony jest dla mnie już trakt


 Kto wam króluje w popiołach i snach

Bóg czy diabeł, na wieki wieków amen.


 Byłeś mi światem i pierwszym oddechem 

po burzy czerwiec pachniał jak wiosna

Bo gdy trzymałeś mnie za rękę

Byłam szczęśliwa i radosna



Patrzyłam jak zasypiasz

licząc, twoje oddechy jak śpisz

Myślałam, że więcej nie trzeba

że mamy już wszystko, (że tylko my)



Układałam plany wakacje, mieszkanie, zwykły dom

Ty w tym samym czasie planowałeś już życie 

Ale one już nie było ze mną



Najpierw rozmowy szeptem przez telefon

dziwne wymówki, że nie masz sił

Głowa spuszczona, oczy rozbiegane

I dziwnie opowiadasz, gdy się pytam gdzieś był



Mówiłeś, że jestem, jedyną od lat

Że na pewno innej nie będzie

A potem chowasz telefon przede mną

Gdy się pytam dlaczego, mówisz jesteś w błędzie



To dlaczego widziałam cię w kawiarni przy oknie

Siedziałeś z inną kobietą na naszym miejscu.

Twoje dłonie były na jej dłoniach.

Nawet nie zauważyłeś jak stałam w przejściu.



Byłeś moim światem największą miłością

A ty mnie zdradziłeś z wielką podłością

W naszej kawiarni, przy tym samym oknie

Patrząc jej w oczy z wielką czułością



Wróciłeś pachnąc perfumą której nigdy nie miałam

Mówiłeś "(to nic takiego)" jakby się nic nie stało

Potem szminka na szyi

jak podpis pod (wyrokiem)

twoje oczy uciekające

(Dla mnie to wszystko było szokiem)



Jej perfumy na twojej kurtce, gdy przechodzę obok ciebie 

Dlaczego to zrobiłeś, (zepsułeś wszystko)

Mówiłeś że będziesz kochał, nawet o suchym chlebie 

Okazałeś się draniem, zrobiłeś że mnie (pośmiewisko) 



Byłeś moim światem

I największą miłością 

A ty mnie zdradziłeś 

Z  tak wielką podłością



Byłeś mi oddechem

każdym planem na mój dzień

Układałam twoje imię

Tam gdzie rodził się sen



W twojej bluzie spałam, gdy brakowało mi sił

W twoich żartach tonęłam myśląc, (dobrze że to ty)



Mówiłeś, że jestem twoją jedyną od lat

A potem, (te zdjęcia) (wiadomości), i zawalił mi się świat


Byłeś moim światem

i największą miłością

A ty mnie zdradziłeś

z tak wielką podłością

Rozdarłeś moje niebo

zamieniłeś je w (popiół i żal)

Byłeś moim światem, (a gdzie byłam ja ?)



Teraz patrzę w okno

w którym widziałam nas dwoje

Pierwszy raz rozumiałam,

że bardzo zawiodłam się  na tobie 



Byłeś moim światem

największą miłością, jaką w sobie miałam

a ty mnie zdradziłeś tak zwyczajnie, a ja tak ciebie kochałam



Byłeś mi domem i całym światem

w twoich ramionach spał mój strach

Teraz my tylko pozostało, 

(Ogromny smutek, wielka złość, i żal)



Mój świat był tobą

Jasny i cały

A ty go zburzyłeś

W kawałki małe



Moja miłość płonęła

Jak ogień w nocy

A ty ją zgasiłeś

Bez żadnej pomocy



Szeptałeś mi czułe słowa

Kłamstwa słodkie dziwne

Moje serce wierzyło

Jak dziecko naiwne



Teraz pustka została

I ból głęboki

Jak mogłeś to zrobić

Zabierając radość i uśmiech szeroki



Byłeś moim światem

i największą miłością

a ty mnie zdradziłeś

z jeszcze większą podłością



Oddałam ci serce

w zamian dostałam noc bez snu

nie umiem ci wybaczyć

To już koniec, nie wracaj tu




Oddałam ci serce, ty zrobiłeś ze mnie wroga

Już nic od ciebie nie chcę

Więc żegnaj, to już nie moja droga 


Byłeś moim światem

I największą miłością

A ty mnie zdradziłeś

Z  wielką podłością



(Byłeś moim światem

I największą miłością)

Okazałeś się zdrajcą

 I miłości ciemnością.

 


12 kwietnia 2026

 Wielkie pragnienie rozpycha mi serce

Budzi te nerwy

Których już nie chcę znać

Żeby w końcu przytulić samego siebie

A nie twój cień za każdym razem brać


Chcę w lustro spojrzeć jak w nowe okno

Widzieć tam człowieka

A nie twoją twarz

Żeby złe myśli wynieść jak śmieci

Zostawić je pod drzwiami tamtych lat



Znów twoje imię podchodzi mi w gardło

Jak łyżka soli wsypana w mój ból

Ja chcę zapomnieć smak twoich obietnic

Oddać ci wszystko i zamknąć ten dług


Niech moje dłonie uczą się czułości

Która nie krwawi

Gdy przychodzi świt

Nie chcę już więcej pamiętać o tobie

Chcę pierwszy raz dla siebie zacząć żyć



Wielkie pragnienie pobudza moje zmysły

Żebym oddał wreszcie szacunek samemu sobie

Żeby złe myśli z mojej głowy wyszły

Jak ptaki w popłochu nad cichym morzem


Nie chcę już więcej pamiętać o tobie

Niech twoje oczy odpłyną w daleki sen

Ja wybieram dzisiaj spokojne powietrze

I cichy szept: "już nie wracam tam

Gdzie ból i lęk"



Wielkie pragnienie pobudza moje zmysły,

Żebym oddał szacunek samemu sobie 

Żeby złe myśli z mojej głowy wyszły

Nie chcę już więcej pamiętać o tobie


 Wielkie pragnienie tli się jak żar

Żeby wreszcie spojrzeć w lustro bez wstydu

Dać sobie znak

Że jestem wart

Czulej niż kiedyś w twoim odbiciu


Chcę dotknąć ran

Nie bać się blizn

Nie biec już ciągle za twoim cieniem

Każdy mój krok

Każdy mój krzyk

Ma wrócić do mnie

Nie w twoje wspomnienie



Złe myśli krążą jak ptaki nad dnem

W głowie od lat ten sam krótki film

Przewijam sceny

Gdzie gubię się

Gdzie twoje słowa tną wnętrze żył


Nie chcę już więcej pamiętać cię

Imię mi blednie na brzegach ust

Chcę wreszcie szeptać coś dobrego o mnie

Nie modlić się więcej używać pustych snów



Wielkie pragnienie pobudza moje zmysły

Żebym oddał szacunek samemu sobie

Żeby złe myśli z mojej głowy wyszły

Nie chcę już więcej pamiętać o tobie


Niech nowy oddech oczyści każdy dzień

Niech moje serce wreszcie stanie po mej stronie

Zabieram siebie z twoich dawnych rąk

I krok po kroku uczę się żyć po swojemu

Nie przy tobie


 Pusta kuchnia

Zimna herbata

Twoja bluza spada z krzesła w dół

Patrzę w okno

W szybie dwie twarze

Ja sprzed lat i ja

Co stoi tu


Gdy masz dziecko

Świat się zawęża

Do małych rąk

Co chwytają czas

Mówisz szeptem: „Już się nie zmieniam”

A w środku boisz się kolejnych lat



Gdy będziesz wołać w środku nocy

Ja pobiegnę

Chociaż brak mi tchu

Choć tak często czuję się słaby

Dla ciebie wstanę z każdego snu


Oddam za ciebie wszystko

Co we mnie

Życie

Dumę

Każdy stary strach

Tylko daj słowo

Jedno

Jedyne

Że nie zgubimy siebie w tych dniach



Kochaj bezwarunkowo

Nawet gdy boli

Nawet gdy cisza dudni jak gniew

Kiedy cię potrzebuje

Bądź przy tej drodze

Choćbyś miał przejść przez ogień i śnieg


Oddasz za nie życie

Serce na dłoni

Z każdą raną pokochasz je znów

Musi dać słowo

Że w środku tej burzy

Zawsze odnajdzie twój dom

Twój próg


 bezwarunkowo

Choćbym sam upadł na samo dno

Oddałbym  za was życie

Bo jesteście wszystkim

Co mam


 Pokonałem wieczność 

Chociaż jestem tylko chwilą

Krótki błysk na czyjejś dłoni

Stary ślad pod świeżą blizną


Kiedyś to nastąpić musi

Że odejdę jak ten dym

A zostaną w waszej szafie

Moje słowa, jakiś rym



Gdy mnie już nie będzie

Ktoś przeczyta jakiś wers

Może wnuk a może obcy

Co zabłądzi tu przez deszcz


Moja twórczość tu zostanie

Jak list wciśnięty w drzwi

Ktoś go znajdzie przez przypadek

I pomyśli: "on to pisał on tu żył”



Pokonały wieczność

Moje wiersze i utwory

Jeśli w tobie coś poruszą

To ja żyję dla przekory


Kiedy zgaśnie moje imię

A wspomnienia zmyje deszcz

Pozostaną po mnie Akartki

Które  pokonały śmierć


" Pokonałem wieczność"


Bo gdy czytasz moje słowa

W każdym wersie, w każdym błędzie

Słychać dźwięki moich myśli 

Będziesz czytać, będą wszędzie 

Archiwum bloga