02 października 2026

 Siedzę na rozstaju dróg,

Wiatr tarmosi stary płaszcz.
Pył osiada u mych nóg,
W górze krzyczy czarny ptach.
Cztery strony, cztery sny,
Każda ścieżka kusi czymś.
W oczach lśnią niepewne łzy,
Jak mam dalej w świecie iść?
Prawa droga w słońcu lśni,
Obiecuje łatwy zysk.
Zamknie jednak ważne drzwi,
Zgasi prawdy wolny błysk.
Lewa strona tonie w mgle,
Chowa w mroku stromy stok.
Może tam odnajdę cię,
Gdy uczynię pierwszy krok?
Trzecia ścieżka wiedzie w las,
Gdzie ucichnie ziemski szum.
Tam zatrzyma się mój czas,
Z dala od krzykliwych tłumów.
Czwarty szlak zarośnięty jest,
Nikt nie chodził po nim lat.
To dla serca trudny test,
Tam się kończy znany świat.
Zegar bije w piersi mej,
Czas ucieka, goni noc.
Zimny wieczór niesie chłód,
Gwiazdy tracą swoją moc.
Popchnął mnie nieznany zew,
W dziki i nieznany las.
Wokół szumi mądrość drzew,
To tą drogą pójdę raz.

 Zwrotka 1)

Szedł przed siebie drogą z ciemnych chmur,
Zostawiał w sercach ból i rany,
Budował wokół siebie twardy mur,
Był przez nikogo niekochany.
(Zwrotka 2)
Wybierał grzech i kłamstwa tani blask,
Gdy mrok go kusił swym szeptem,
Rozdawał ciosy mocne setki razy,
I gardził każdym dobrym gestem.
(Zwrotka 3)
Lecz nagle czas zatrzymał szybki bieg,
W lustrze ujrzał siwą głowę,
Na jego skronie spadł zimowy śnieg,
Zaczynał właśnie drogę nową.
(Zwrotka 4)
Zrozumiał prawda jaka w świecie jest,
Że zło przynosi tylko straty,
Najwięcej wart jest czysty, ludzki gest,
A nie ze złota wielkie chaty.
(Zwrotka 5)
Dziś uśmiech daje zamiast ostrych słów,
Naprawia błędy z dawnych lat,
I rano chce się uśmiechać znów,
Bo wokół niego pięknieje świat.
(Zwrotka 6)
Spokojny sen zagościł w jego dniach,
Sumienie czyste ma jak łza,
Przeminął dawny, poranny strach,
Bo dobro w sercu dzisiaj ma.
(Zwrotka 7)
Rozdaje chleb i niesie ciepło tam,
Gdzie ludzkie łzy spływają z oczu,
Już nigdy więcej nie chce być tu sam,
Gdy cichy wieczór kradnie mrok o zmierzchu.
(Zwrotka 8)
Choć przeszłość czasem rzuca długi cień,
On dumnie kroczy jasną drogą,
Wita z nadzieją każdy nowy dzień,
By podać dłoń i pomóc komuś.

 Pokuta

Czy można kupić na targu drugie życie,
Gdy w portfelu zostaje tylko pusty żal?
Dziś sobie zadałem to pytanie o świcie,
Patrząc przez okno w nieznaną, mglistą dal.

Czy spokój ma swoją określoną cenę,
Gdy serce pęka od popełnionych błędów?
Próbuję zagłuszyć tę bolesną scenę,
Wracając myślami do dawnych obrzędów.

Gdzie szukać przebaczenia za grzechy stare,
Których nie zmaże żaden złoty dukat?
Los daje nam dzisiaj najcięższą karę,
Gdy prawdy o sobie musimy wciąż szukać.

Czy czas podaruje mi drugą szansę,
Choć przecieka przez palce jak drobny piach ?
Przeszłość tańczy ze mną w dzikim tańcu,
Czekam, aż w mroku zabłyśnie jakiś znak.

Z samego dna podnoszę się powoli,
Gdy wokół panuje tylko cisza głucha.
Choć każdy krok do przodu, mocno boli,
Może ktoś wreszcie mojego krzyku wysłucha. 

Szukam ratunku w oczach drugiego człowieka,
W jego obecności pragnę schronić duszę.
Wiem, że na zmianę nikt z was nie czeka,
Lecz ja tę bolesną drogę przebyć muszę.

Płaci się czasem za błędy naprawione,
Wybaczeniem  buduje się mosty.
Choć wszystkie mosty są już spalone,
Ja zbuduję nowy, chociaż wiem że to nie takie proste.

Teraz w tej ciszy odnajduję sens nowy,
Druga szansa nie przyjdzie przecież sama.
[Więc zrzucam z ramion ten ciężar ołowiany,
Gdy otwiera się przede mną nowa życiowa brama.]

 Asfalt się mieni w blasku poranka,

Zostawiam w tyle codzienny szum słów,
Droga przede mną, czysta jak kartka,
Wiatr cicho śpiewa melodie z moich snów.
Nie mam bagażu, portfela ni mapy,
Jadę przed siebie, gdzie niesie mnie wzrok.
Zostawiłem za sobą przeszłości pułapki,
W nieznane śmiało dziś stawiam swój krok.
Wokół mnie przestrzeń, wolność i cisza,
W której nareszcie własny głos słyszę.
Nikt mnie nie pyta o drogę czy cel,
Gdy mgła opada z przydrożnych drzew.
Mijam doliny, kręte rzeki, i Lasy,
Wiatr chłodzi moją wolną twarz.
Nie będę zmieniał obranej trasy,
Gdy wkoło mnie pięknieje czas
Mijam wszystko, zostawiam cierpienie
Słońce na twarzy maluje swój ślad.
Piękne jest moje dzisiejsze milczenie,
Gdy sam ze sobą podbijam ten świat.
Niczego mi nie żal, nikogo nie gonię,
Przeszłość odcięta jak metka od ubrań.
Teraz swoje życie mam we własnej dłoni,
Ciesząc się chwilą, wszystkich poranków.
Świat jest tak wielki, a ja taki mały,
Jednak to we mnie jest teraz ten raj.
Wszystkie dylematy gdzieś odleciały,
Gdy wchodzę cicho w  nieznany kraj.
Jadę przed siebie, szczęśliwy i czysty,
Droga mnie tuli do swego tła.
Los mój jest jasny i oczywisty:
Samotny wędrowiec, co wolność swą ma.

 W ciszy, gdy świat dookoła zamiera,

dwa serca splatają się w jednym rytmie.
Miłość to siła, co drzwi otwiera,
i pisze baśń o wspólnym świcie.
Nie potrzebują słów ani hałasu,
by wiedzieć, co kryje drugie spojrzenie.
Są ponad czasem, w krainie blasku,
gdzie każde dotknięcie to ukojenie.
Idą przez życie dłoń w dłoń chwyceni,
gdy wiatr im sprzyja i gdy burza huczy.
Wzajemnym ciepłem na wskroś otuleni,
bo każde z nich kochać się uczy.
W ich oczach błyszczy ta sama gwiazda,
która prowadzi ich przez ciemności.
Wspólna codzienność, choć tak zwyczajna,
staje się domem pełnym czułości.
Są dla siebie tarczą i schronieniem,
gdy świat zewnętrzny rani i parzy.
Każdym oddechem i każdym marzeniem,
dzielą się pięknem, które im się zdarzy.
Miłość ich nie jest chwilowym szałem,
lecz cichą rzeką, co płynie głęboko.
Jest fundamentem, czystym kryształem,
wznoszącym dusze bardzo wysoko.
Nawet gdy jesień we włosy wplecie
pierwsze pasemka siwego srebra,
będą dla siebie najdrożsi na świecie,
a ich bliskość pozostanie święta.
Bo ta wzajemność to dar nad dary,
dwie drogi zlane w jeden czysty nurt.
Bez żadnej maski, bez żadnej miary,
miłość twardsza niż najtwardszy mur.

 Gdy cichy wieczór na ziemię opada,

A złote gwiazdy błyszczą na niebie,
Księżyc do ucha cicho mi składa
Najczulsze słowa, kochanie...dla ciebie.
Zamknij już oczy, odrzuć zmartwienia,
Niechaj cię utuli nocy ta cisza,
W krainę marzeń i ukojenia
Moja melodia niech cię kołysze.
Będę przy tobie w każdym twym śnie,
Pilnować serca, co we mnie płonie,
Aż jasny poranek obudzi cię
I znowu splotą się nasze dłonie.
Śpij słodko, miłości moja jedyna,
Niech noc przyniesie piękne widzenia,
Właśnie się gwiezdna bajka zaczyna,
Ślę ci na dobranoc moje westchnienia.
Gdy wokół świata ucichną krzyki,
A mrok otuli domy i drzewa,
Posłuchaj sennej, mglistej muzyki,
Którą wiatr lekki w oknie ci śpiewa.
Niech ci się przyśnią błękitne morza
I ciepły piasek pod stopami,
Aż wielkim blaskiem błyśnie znów zorza,
Która rozwinie skrzydła nad nami.
Moje ramiona, choć dziś dalekie,
Mocą myśli będą przy tobie,
Będę twym stróżem pod snu powieką,
Zanim poranek błyśnie na niebie.
Więc zaśnij teraz, moja kochana,
Niechaj cię spokój całkiem otoczy,
Chcę cię widzieć szczęśliwą od samego rana
A rankiem znowu spojrzeć w twe piękne oczy.

 Gdy wieczór cicho na miasto opada,

A w oknach gasną ostatnie  blaski,
W mojej kieszeni Twój numer się skrada,
W sercu zaś rosną miłosne obrazki.
Czy wypijesz ze mną kawę kochanie,
Czy na randkę zaprosić się dasz?
To nasze spotkanie tajemnicą się stanie,
Gdy w moje oczy głęboko spoglądasz.
Kawiarnia mała na rogu ulicy,
Już nas zaprasza zapachu aromatem,
W blasku świec, w uroczej kawiarni,
Chcę z Tobą dzielić się całym światem.
Rozmowa płynie jak rzeka leniwa,
Czas dla nas dwojga wcale się nie spieszy,
Twoja obecność tak chwila szczęśliwa,
Każde twoje słowo, ogromnie mnie cieszy.
Za oknem księżyc melodię już nuci,
Gwiazdy migoczą na ciemnym niebie,
Nic tej harmonii dzisiaj nie zakłóci,
Bo ja tak bardzo chcę patrzeć na Ciebie.
Muzyka cicha w tle cicho nam gra,
Skrzypce malują miłosne wyznanie,
Ta chwila magii wiecznie niech trwa,
Czy spełnimy dzisiaj nasze marzenie.
Dotyk Twej dłoni porusza me serce,
Uśmiech Twój jasny zawsze pamiętam,
Nie chcę od życia niczego już więcej,
Ta miłość we mnie jest czysta i święta.
Gdy noc się skończy i przyjdzie poranek,
Wspomnienie randki wciąż będzie żywe,
Tyś moim światem, a ja Twój kochanek,
Z Tobą kaprysy losu są szczęśliwe.

 Już nie znajdę miłości, nawet jej nie szukam,

Światło w moim oknie powoli już gaśnie.
Chociaż brak mi czułości, do drzwi nie zapukam,
Wszystko, co minęło, rozumiem dziś jaśniej.
Zawsze byłem obok, gdzieś na marginesie,
Oglądałem szczęście tylko zza witryny.
Dzisiaj moje serce chłód jesieni niesie,
Własnej samotności nie szukam już winy.
Nikt mnie nie nauczył, jak się kogoś trzyma,
Gdy nadchodzą burze a noce są długie.
W moim pustym domu wiecznie trwa  zima,
Jedne kłamstwa gładko przechodziły w drugie.
Mijały miesiące, uciekały lata,
Zamiast bliskiej dłoni – tylko ciche ściany.
Została mi dzisiaj ta bolesna strata,
Bo nigdy tak naprawdę nie byłem kochany.
Gasną chłodne gwiazdy nad pustą ulicą,
Czasem tylko w piersi stary ból zakłuje.
Moje uroki już nikogo nie zachwycą,
Nawet już nie wiem, co naprawdę czuję.
I tak stoję w ciszy, pogodzony z losem,
Żaden ciepły szept już nocy nie poruszy.
Własny lęk zagłuszam nazbyt twardym głosem,
Chowając tęsknotę na samym dnie duszy.

21 września 2026

 (Zwrotka 1)

Siedzę przy stole zupełnie sam,
Zimne powietrze wypełnia pokój.
W głowie wysoki buduję zamek,
Szukając w sercu na siłę spokoju.
(Zwrotka 2)
Ciepły kubek mocno ściskam w dłoni,
Czarna kawa powoli już stygnie.
Mój własny cień mnie po kątach goni,
A czas leniwie przez palce mignie.
(Zwrotka 3)
Patrzę na puste krzesło naprzeciw,
Gdzie nikt nie usiadł od bardzo dawna.
Przez brudne okno promyk nie świeci,
Moja samotność stała się jawna.
(Zwrotka 4)
Dlaczego znowu poranek wita
Mnie tylko ciszą i brakiem słowa?
Smutna melodia w duszy ukryta
Zaczyna cicho grać mi od nowa.
(Zwrotka 5)
Zadaję sobie proste pytanie,
Czemu ten los mi przyniósł tak wiele
Dni, w których tylko ból i czekanie
Są jak najbliżsi mi przyjaciele?
(Zwrotka 6)
Czy tak już musi do końca być,
Że tylko ściany słyszą mój oddech?
Czy mam bez sensu przez lata żyć,
I chować marzenia na samym dnie?
(Zwrotka 7)
Pociągam łyk tej gorzkiej esencji,
Która na ustach zostawia ślad.
Brakuje dzisiaj mi konsekwencji,
By wyjść odważnie na wielki świat.
(Zwrotka 8)
Może to moja jest własna wina,
Że odepchnąłem kiedyś każdego?
Teraz ta prawda w oczy mnie kłuje,
Nie widzę wokół serca bliskiego.
(Zwrotka 9)
Świat za szybami budzi się zaspany,
Tłum na ulicach ruszaj przed siebie.
Mnie otaczają te same ściany,
I znowu czuję się tak niepewnie
Słońce wędruje gdzieś nad dachami,
Ludzie za oknem spieszą się wszędzie.
A ja tu siedzę sam z pytaniami,
Myśląc o tym, co ze mną będzie.
(Zwrotka 10)
Ostatnia kropla na dnie została,
Pytanie wciąż bez odpowiedzi trwanie.
Czy ta samotność, choć taka mała,
To już na zawsze moje skazanie?

 Gdy rzeka spieniona i rwąca

Do morza głębokiego zmierza,
Tak życie pod blaskiem miesiąca
Ucieka od niby pacierza.
Czas płynie i wszystko zabiera,
Przecieka przez palce jak woda.
W pośpiechu nam dusza zamiera,
A chwil utraconych tak szkoda.
Chcę zamknąć zmęczone już oczy,
Przed światem na chwilę się schować.
Niech nurt mnie łagodny otoczy,
By zacząć od nowa wędrować.
Popłynąć z tą falą do końca,
Gdzie lęki i żale niszczeją.
Daleko od blasku i słońca,
Gdzie cienie  cicho się chwieją.
Zapomnieć o ciągłej  walce,
Co serce na części rozrywa.
Gdy los nas dotyka po palce,
A prawdę serce ukrywa.
Nie czekać na jutro niepewne,
Nie pytać, co jeszcze się zdarzy.
Uciszyć te skargi  rzewne,
Odrzucić złudzenia z swej twarzy.
Nie grzeszyć już słowem ni czynem,
Na drodze zatrzymać się...w ciszy.
Gdy wieczór owija nas szarością
Głos serca nareszcie usłyszy.
Popaść w tę wieczną zadumę,
Gdzie spokój jak całun opada.
Zrozumieć ludzką zadumę,
Co wiecznie o szczęściu powiada.
I wreszcie pojąć to wszystko,
Co dotąd ukryte sny kryły.
Gdy cel jest już całkiem blisko,
A dawne wspomnienia ożyły.

Archiwum bloga