23 lipca 2026

 Cisza nie jest jedynie brakiem dźwięku. Jest głębokim, żywym stanem obecności, w którym świat przestaje stawiać nam wymagania, a serce w końcu może usłyszeć swój własny rytm. W świecie zdominowanym przez nieustanny szum, pośpiech i krzyk, miłość do ciszy staje się formą najpiękniejszej, wewnętrznej wolności.

Kochać ciszę to potrafić zatrzymać się w biegu i odnaleźć schronienie w przestrzeni, której nie trzeba niczym zapełniać. To zgoda na to, by po prostu być. Prawdziwa cisza nie izoluje nas od świata, lecz pozwala nam dotknąć jego esencji. Dopiero gdy milkną zewnętrzne głosy, zaczynamy dostrzegać subtelne piękno istnienia – niespieszny taniec kurzu w smugach porannego słońca, głęboki oddech lasu, miarowe bicie własnego serca czy spokojny rytm nocy. Cisza staje się wtedy przestrzenią, w której rodzą się najczystsze myśli, a niepokój ustępuje miejsca ukojeniu.

W miłości do ciszy kryje się także wielka odwaga. Nie każdy potrafi w niej wytrwać, ponieważ bywa ona lustrem, w którym odbija się nasza cała, nieupiększona prawda. Kto jednak pokocha ten stan, ten odnajdzie w nim najwierniejszego przyjaciela. Cisza nie ocenia, nie stawia warunków ani nie żąda wyjaśnień. Przyjmuje nas dokładnie takimi, jakimi jesteśmy – z naszymi tęsknotami, zmęczeniem i marzeniami. Jest jak miękki koc, który otula duszę po trudnym dniu, i jak czysta karta, na której możemy od nowa zapisać swoje wewnętrzne siły.

Najpiękniejsza odmiana ciszy rodzi się jednak między ludźmi. Istnieje bowiem rodzaj milczenia, który znaczy znacznie więcej niż tysiące najwspanialszych słów. To cisza pełna zrozumienia, bliskości i zaufania, kiedy obecność drugiej osoby staje się tak bezpieczna, że nie trzeba jej niczym zagłuszać. Wspólne milczenie bywa najgłębszym wyznaniem miłości i dowodem na to, że rozumiemy się bez zbędnych gestów.

Pielęgnowanie miłości do ciszy to codzienne powracanie do swojego wnętrza. To odnajdywanie małych świątyń spokoju w kubku porannej kawy wypitej w samotności, w spacerze pustą ścieżką czy w wieczornym spojrzeniu w niebo. W tej cichej, nienaruszonej przestrzeni człowiek odzyskuje samego siebie, uczy się pokory wobec życia i odnajduje prawdziwy, niczym niezmącony zachwyt nad światem.


 Mówi się, że czas leczy rany. To jedno z najczęstszych kłamstw, jakie powtarzamy sobie i innym, szukając jakiegokolwiek ratunku w obliczu straty, zawodu czy tęsknoty. Oczekujemy, że kolejne kartki zrywane z kalendarza zadziałają jak magiczny kompres, który wymaże ból i przywróci utracony porządek. Jednak rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej. Czas nie ma w sobie żadnej uzdrawiającej mocy. Jest tylko niemym świadkiem tego, jak uczymy się żyć wokół naszych pęknięć.

Z biegiem miesięcy i lat rany rzeczywiście przestają krwawić. Powierzchnia skóry się zabliźnia, a my wracamy do codziennych obowiązków. Zakładamy maski, rozmawiamy, śmiejemy się i bierzemy udział w spektaklu zwanym życiem. Z boku mogłoby się wydawać, że wszystko jest już w porządku, że najgorsze minęło. To jednak tylko iluzja. To, że z rany nie sączy się już świeża krew, nie oznacza, że ona zniknęła. Ona po prostu schowała się głębiej, pod warstwą czasu, wrastając w naszą tożsamość i stając się częścią tego, kim jesteśmy.

I chociaż usilnie byś chciał o nich zapomnieć, te rany wciąż bolą. Jest to ból specyficzny – tępy, ukryty, pulsujący gdzieś na dnie duszy. Możesz zapełniać każdą minutę dnia pracą, spotkaniami z ludźmi czy hałasem, próbując zagłuszyć tę cichą obecność. Możesz uciekać na krańce świata, zmieniać otoczenie i wmawiać sobie, że tamten rozdział jest już zamknięty. Ale pamięć serca bywa bezwzględna. Nie da się wymazać czegoś, co wyryło w nas tak głęboki ślad.

Najtrudniejsze są chwile, kiedy rany niespodziewanie dają o sobie znać. Nadchodzi taki moment – zupełnie nieproszony, w najmniej oczekiwanym wydaniu – gdy wszystko wraca z siłą wodospadu. Wystarczy jeden bodziec. Przypadkowo usłyszana w radiu piosenka, która kiedyś miała zupełnie inne znaczenie. Zapach perfum unoszący się w tłumie obcych ludzi. Podobny gest kogoś mijanego na ulicy, cień na ścianie, a nawet specyficzne, jesienne światło wpadające przez okno.

W jednej sekundzie cała ta misternie budowana twardość rozpada się jak domek z kart. Przeszłość uderza w nas na nowo, a ból, który uważałeś za uśpiony, budzi się z przerażającą intensywnością. Okazuje się wtedy, że blizna jest tylko cienką powłoką, pod którą wciąż kryje się żywa tkanka cierpienia. Te powroty bolą najbardziej, bo uświadamiają nam naszą własną bezbronność wobec tego, co minęło.

Czas nie leczy ran, on nas tylko z nimi oswaja. Uczy nas, jak z nimi chodzić, jak oddychać, gdy uciskają klatkę piersiową, i jak żyć dalej, niosąc ten niewidzialny ciężar. Nie jesteśmy w stanie zapomnieć o tym, co nas złamało, ale możemy nauczyć się akceptować, że te pęknięcia są częścią naszej osobistej historii. Choć nie krwawią, będą boleć i będą wracać – przypominając nam o tym, jak głęboko potrafimy czuć i jak wiele jesteśmy w stanie znieść.


27 czerwca 2026

 Wracam do miejsc, gdzie czas się zatrzymał,

Gdzie stary płot wciąż tuli się do drzew.
Już nie pytam, czyja to była wina,
I nie budzi we mnie żalu ptasi śpiew.
W moim kubku parzy się nowa chwila,
Ciepły napar z ciszy i przebytych dróg.
Przeszłość była głośna, lecz już odpływa,
Zostawiając czysty, nieznany mi próg.
Nie mam już w kieszeniach kamieni z porażek,
Rozsypałem lęki na znajomy wiatr.
Mniej mam dziś złudzeń, więcej czystych zdarzeń,
Choć tak bardzo zmienił się ten wokół świat.
Bo życie to płomień, co pali się cicho,
Nie potrzebuje krzyku, by rozjaśnić mrok.
I choćby jutro miało przyjść licho,
Ja dzisiaj robię ten spokojny krok.
Więc przytulę wieczór, co opada na dom,
Zgasiłem już radio, co grało mój ból.
Teraz wiem, ile waży ten ludzki ton,
Gdy zamiast korony wybierasz swój stół.
Spójrz w moje oczy, są trochę starsze,
Lecz nie ma w nich strachu przed nadejściem mgły.
To, co było trudne, minęło na zawsze,
Teraz piszę nowe, bezpieczniejsze sny.

26 maja 2026

 (niech ta noc będzie nasza)


Tylko ty i ja

i cisza między słowami

Palce splątane w dłoniach

Bo miłość jest między nami


Chodź, przytul mnie mocniej

niech świat odpłynie dziś

Masz w oczach taki spokój

że chcę w nim zostać i żyć


Twoje serce bije przy moim

tak równo i tak blisko

Jakby noc sama szeptała

że już mamy wszystko

(że już mamy wszystko)


 Na podwórku wciąż ten sam cień

Na furtce rdza i dom stary

Uśmiech miał prosty,  sens

A teraz cisza chodzi i brak wiary 


W kieszeni noszę garść dawnych dni

I żółty liść, co spadł za wcześnie

Pytam noc, gdy nie mogę spać

Czy tamten czas jest gdzieś jeszcze.  



Na stole stała herbata, za oknem mrok

Na krześle dzień, co dawno zgasł

Matka wołała: ("wróć synku wróć" )

A wiatr jej głos po łąkach niósł


I tylko zdjęcia, blady znak

Z twarzą, co znał każdy mój strach

Czy ktoś dziś umie znaleźć ślad żeby serce przestało  łkać



Zawsze gdy wracam w tamten czas 

Serce rozdziera, wspominając mile 

Z bagażem doświadczeń i podartych dni 

Czy znajdę tamte szczęśliwe chwilę



Czy jest gdzieś taki świat

Bez bólu i bez łez

Czy jest gdzieś takie miejsce

Że człowiek, (człowiekiem jest)


Czy jest gdzieś taki świat

Gdzie nie pęka głos

Gdzie można wstać bez smutku

I znów uwierzyć w los



Czy jest gdzieś taki świat

Bez bólu i bez łez

Gdzie słońce zawsze grzeje

A serce nie zna burz

Gdzie każdy dzień to cud

A nocą gwiazdy lśnią

Gdzie miłość trwa wiecznie

I nikt nie wyprosi na stąd



Czy jest gdzieś takie miejsce

Że człowiek człowiekiem jest

Gdzie dobroć wciąż zwycięża

A zło odchodzi w cień

Gdzie uśmiech na twarzy

Nie jest tylko maską

Gdzie prawda ma siłę

A kłamstwo jest (porażką) 



Czy gdzieś jest takie miejsce 

Szczęśliwe i bez wad

Gdzie jest taka kraina

Na którą nas będzie stać


 Idę przez puste dni

Z garścią starych zdjęć

Na dłoniach mam kurz i czas

A w sercu cichy lęk


Czy jest gdzieś taki świat

Gdzie nie mam bólu ani łez

Czy jest gdzieś takie miejsce

Gdzie człowiekiem jest

Poprowadź mnie tam

Choćby jeden krok

Bo sam już nie umiem

Udźwignąć tego rok

Czy jest gdzieś taki świat

Gdzie nie mam bólu ani łez

Czy jest gdzieś takie miejsce

Gdzie człowiekiem jest


W kieszeni trzymam żal

Jak kamień pośród dni

A mimo tylu ran

Wciąż chcę do kogoś iść

Nie po cud, nie po znak


Jeśli tam istnieje brzeg

Gdzie milknie stary strach

Jeśli tam można wstać

I nie oglądać łez w ścianach

To weź mnie za ten cień

Co jeszcze wierzyć chce

Bo serce, choć tak zmęczone

Nadal szuka mnie



Czy jest gdzieś taki świat

Gdzie nie mam bólu ani łez

Czy jest gdzieś takie miejsce

Gdzie człowiekiem jest

Poprowadź mnie tam

Choćby jeden krok

Bo sam już nie umiem

Udźwignąć tego rok

Czy jest gdzieś taki świat

Gdzie nie mam bólu ani łez

Czy jest gdzieś takie miejsce

Gdzie człowiekiem jest



A jeśli nie ma drzwi

To pokaż mi choć próg

Gdzie można zrzucić wstyd

I oddać dawny chłód


 Czy jest gdzieś taka planeta

Gdzie słońce zawsze świeci jasno

Gdzie deszcz to tylko melodia lekka

Gdzie każda chwila to szczęście własne




Czy jest gdzieś taka dolina

Gdzie wiatr szepcze same dobre słowa

A każda myśl to perła jedyna

Każdy dzień to nadzieja nowa



Jeśli tam kiedyś dojdziesz,

zostaw dla mnie znak.

Może w progu, może w śnie,

może w gałęziach jabłek tak.

Niech mnie poprowadzi głos,

co nie boi się drżeć.

Bo jeśli istnieje taki brzeg,

to chcę tam z tobą przejść.



Czy jest gdzieś taki świat

Gdzie nie mam bólu ani łez

Czy jest gdzieś takie miejsce

Gdzie człowiekiem, człowiekiem jest

Czy jest gdzieś taki świat

Gdzie serce nie zna ran

Gdzie wracam bez strachu

I w nim nie jestem sam



Czy jest gdzieś taki świat

Gdzie nie mam bólu ani łez

Czy jest gdzieś takie miejsce

Gdzie człowiekiem, człowiekiem jest

Czy jest gdzieś taki świat

Gdzie serce nie zna już ran

Czy jest gdzieś takie miejsce

Gdzie wracam, i nie jestem sam



Ja niosę  stracone lata

Co pękły jak cienkie szkło

I imię, co siedzi w pamięci

Gdy wiatr przegania mrok


Imię było normalne 

Lecz miłości była wielka 

I gdzieś to wszystko uciekło 

Miłosna  poniewierka



Widziałem tyle dróg

I tyle pustych rąk

Że teraz chcę już tylko

Nasz osobisty krąg



Jeśli to tylko sen

Niech trwa, niech trzyma mnie

Bo na tej długiej ziemi

Za często gubię się

A kiedy świt się skrada

Przez szczelinę w drzwi

To chcę, byś była przy mnie

Jak dawniej, blisko, (jak dziś)



Czy jest gdzieś taki świat

Gdzie nie mam bólu ani łez

Czy jest gdzieś takie miejsce

Gdzie człowiekiem, człowiekiem jest

Czy jest gdzieś taki świat

Gdzie serce nie zna już ran

Czy jest gdzieś takie miejsce

Gdzie wracam, i nie jestem sam



Może to w twoich oczach

Może w zwykłym słowie

Może w tym jednym geście

(Ja już mam zamęt w głowie)



Jeśli gdzieś jest ten brzeg

To prowadź mnie bez dróg

Bo jestem już zmęczony

I tak mi ciężko dłużej tu



Czy jest gdzieś taki świat

Gdzie nie mam bólu ani łez

Czy jest gdzieś takie miejsce

Gdzie człowiekiem, człowiekiem jest

Czy jest gdzieś taki świat

Gdzie serce nie zna już ran

Czy jest gdzieś takie miejsce

Gdzie wracam, i nie jestem sam


 Czy jest gdzieś taka planeta

Gdzie słońce zawsze świeci jasno

Gdzie deszcz to tylko melodia lekka

Gdzie każda chwila to szczęście własne



Czy jest gdzieś taka dolina

Gdzie wiatr szepcze same dobre słowa

Gdzie każda myśl to perła jedyna

Gdzie serce zawsze ma dom od nowa



Czy jest gdzieś taki świat

Bez bólu i bez łez

Czy jest gdzieś takie miejsce

Że człowiekiem. człowiekiem jest




Na stole stygnie chleb,

a w oknie drży deszcz.

Twoja filiżanka stoi tu,

jakbyś miał wrócić jeszcze dziś.

W kieszeni trzymam dzień,

co pękł mi na pół.

I tylko dom pamięta,

jak cicho odszedł ból.



Na schodach skrzypi czas,

pod butem stary kurz.

Wieszakiem milczy płaszcz,

co czekał tyle już.

Na zdjęciu śmiejesz się,

jakby nic nie zgasło.

A ja wciąż pytam noc:

czy wszystko tak po prostu?


Czy jest gdzieś taki świat

Gdzie nie mam bólu ani łez

Czy jest gdzieś takie miejsce

Gdzie człowiekiem, człowiekiem jest

Czy jest gdzieś taki świat

Gdzie serce nie zna ran

Gdzie wracam bez strachu

I znów mam swój dom



Jeśli tam kiedyś dojdziesz,

zostaw dla mnie znak.

Może w progu, może w śnie,

może w gałęziach jabłek tak.

Niech mnie poprowadzi głos,

co nie boi się drżeć.

Bo jeśli istnieje taki brzeg,

to chcę tam z tobą przejść.



Czy jest gdzieś taki świat

Gdzie nie mam bólu ani łez

Czy jest gdzieś takie miejsce

Gdzie człowiekiem, człowiekiem jest

Czy jest gdzieś taki świat

Gdzie serce nie zna ran

Gdzie wracam bez strachu

I znów mam swój dom




 Czy jest gdzieś taki świat

Gdzie nie mam bólu ani łez
Czy jest gdzieś takie miejsce
Gdzie człowiek dla człowieka jest
Ja niosę w sercu ślad
Po dniach, co wziął mi sen
I pytam cicho znów
Czy taki dom ma sens


Na starych progach dni
Został mi pył i kurz
I twarz, co patrzy w dal
Jakby szukała mórz
W kieszeni mam twój głos
Jak mały, ciepły znak
Że może jeszcze gdzieś
Nie wszystko boli tak


Czy jest gdzieś taki świat
Gdzie łzy nie znają mnie
Czy jest gdzieś takie miejsce
Gdzie dobro rodzi się
Czy jest gdzieś taki świat
Gdzie serce wraca wprost
Gdzie człowiek dla człowieka
To więcej niż tylko los


Czy jest gdzieś taki świat
Gdzie łzy nie znają mnie
Czy jest gdzieś takie miejsce
Gdzie dobro rodzi się
Czy jest gdzieś taki świat
Gdzie serce wraca wprost
Gdzie człowiek dla człowieka
To więcej niż tylko los

 Ludzie co się z wami stało 

Każdy sobie wszystkim mało 
W oczach żółć a na ustach piana 
I komuś bez potrzeby zadana rana 
Dlaczego tak wszystkim wam odjebało 
Śmiech jak gwóźdź wbity w czyjeś ciało 
Piana i jad potem wyrok za to 
Każdy chciałby rządzić 
Każdy chce być sarmatą 


Dlaczego ciągle warcicie na siebie 
Jakby tu chodziło o niebo i piekło 
Drobne słowo a krew wam się waży 
Jakby życie wam uciekło 
Do ciebie to mówię i do ciebie też 
Patrzysz w szybę i widzisz wroga 
A to tylko twoja twarz jest 
Zakochana w sobie pycha sroga 
Ludzie do cholery co się z wami stało 
Czy wasz serca nie bolą 
Wszystkiego wam mało 
Wolicie wszystkich gryźć niż podejść blisko 
I powiedzieć ja już nie chcę tej wojny pieprzyć to wszystko 

Dlaczego tak wszystkim wam odjebało 
Każdy krzyczy, nikt nie słucha wokoło 
A potem się stało 
Obudźcie się wreszcie 
Do ciebie to mówię i do ciebie też też 
Bo zło nigdy zła nie pokonało 
Zło rodzi zło i zabijanie 
Więc przemilszcie jeszcze 
Bo coś gorszego się stanie 
 

Archiwum bloga