bezwarunkowo
Choćbym sam upadł na samo dno
Oddałbym za was życie
Bo jesteście wszystkim
Co mam
Pokonałem wieczność
Chociaż jestem tylko chwilą
Krótki błysk na czyjejś dłoni
Stary ślad pod świeżą blizną
Kiedyś to nastąpić musi
Że odejdę jak ten dym
A zostaną w waszej szafie
Moje słowa, jakiś rym
Gdy mnie już nie będzie
Ktoś przeczyta jakiś wers
Może wnuk a może obcy
Co zabłądzi tu przez deszcz
Moja twórczość tu zostanie
Jak list wciśnięty w drzwi
Ktoś go znajdzie przez przypadek
I pomyśli: "on to pisał on tu żył”
Pokonały wieczność
Moje wiersze i utwory
Jeśli w tobie coś poruszą
To ja żyję dla przekory
Kiedy zgaśnie moje imię
A wspomnienia zmyje deszcz
Pozostaną po mnie Akartki
Które pokonały śmierć
" Pokonałem wieczność"
Bo gdy czytasz moje słowa
W każdym wersie, w każdym błędzie
Słychać dźwięki moich myśli
Będziesz czytać, będą wszędzie
Rośnie w lesie stare drzewo,
szumem liści wszystkich woła.
Miękka trawa, mchy, paprocie,
w jego cieniu dookoła.
Skrzypią jego wiotkie gałęzie,
kiedy wiatr je delikatnie pieści.
W jego pniu zapisane są dzieje,
wśród jego liści kryją się opowieści.
Przy jego korzeniach ścieżki giną,
w promieniach słońca seplenią krople rosy.
Na świecie stał przez wieki,
jak mędrzec, który czasu nie znosi.
Skrzypią jego wiotkie gałęzie,
kiedy wiatr je delikatnie pieści.
W jego pniu zapisane są dzieje,
wśród jego liści kryją się opowieści.
Przychodzą tu ludzie, by znaleźć spokój,
w jego cieniu czas wolniej płynie.
Stare drzewo, opiekun tajemnic,
strażnik przeszłości, wciąż w nim trwa i nie ginie.
Rośnie w lesie stare drzewo,
szumem liści wszystkich woła.
Niech trwa tak przez kolejne stuleci kolejne stulecie,
A w cieniu jego opowieść przez wieki niech się plecie.
Stoi dumnie, wiatrem szarpany,
w swoich gałęziach niesie pieśni.
Dzieci biegają między konarami,
ich śmiech z echem w liści szeleści.
Skrzypią jego wiotkie gałęzie,
kiedy wiatr je delikatnie pieści.
W jego pniu zapisane są dzieje,
wśród jego liści kryją się opowieści.
Pod koroną, gdzie rozłożył się wielki cień,
Ludzie jadają pikniki w letni dzień.
Jego korzenie ziemię objęły,
czas stoi w miejscu, jakby to był sen.
Skrzypią jego wiotkie gałęzie,
kiedy wiatr je delikatnie pieści.
W jego pniu zapisane są dzieje,
wśród jego liści kryją się opowieści.
Przychodzą tu ludzie, by znaleźć spokój,
w jego cieniu czas wolniej płynie.
Stare drzewo, opiekun tajemnic,
strażnik przeszłości, wciąż w nim trwa i nie zginie.
Rośnie w lesie stare drzewo,
szumem liści wszystkich woła.
Niech trwa tak przez kolejne stulecia,
w jego cieniu i dookoła.
Czas zostawił na mojej twarzy trochę ran i trochę blizn
W lustrze widzę obcą prawdę
Która przyszła z tamtych dni
Cóż się jeszcze może zdarzyć
Kiedy znam już każdy cios
Każdą noc bez czyjejś dłoni
Każdy świt
Co boli wprost
Ile jeszcze straconych dni
Ile myśli pustych spraw
Czy zdążymy się odnaleźć
Kiedy radość wróci w nas
Twoje słowa w starych listach
Żółte kartki
Krzywy druk
Pamiętasz
Jak kiedyś mówiłaś
„Mamy jeszcze tyle dróg"
Dziś już wiem
Że każda obietnica
Ma swój cichy
Gorzki kres
Ty już nie będziesz młoda
I ja też?
Ile jeszcze straconych dni
Ile planów w pustych snach
Czy zdążymy sobie wybaczyć
Zanim światło zgaśnie w nas
Wracam drogą dawnych spacerów
Ten sam mur i ten sam dom
Tylko krok mam jakiś cięższy
A życie jakby ważyło kilka ton
Czy potrafię jeszcze wierzyć
Że przed nami inny brzeg
Że nie wszystko jest przeszłością
Że to nie ostatni bieg
Czas zostawił na mojej twarzy
Trochę ran i trochę blizn
Ale serce wciąż się jarzy
Gdzieś pod warstwą dawnych win
Ile jeszcze straconych dni
Ile dróg wśród obcych miast
Może jedna z nich cię przyśle
Może jedna odda nas
Czas zostawił na mojej twarzy
Trochę ran i trochę blizn
Ale jeśli chcesz
Spróbuję
Może być od dziś
Może kiedyś staniesz u moich drzwiach
I powiesz, " nie marnujmy więcej lat"
Ja ci powiem" wchodź do domu bo zimno na dworze"
I wreszcie do pełni się nasz świat.
Gdy kalendarz milczy jak głaz
Ślady w śniegu nagle znikną
Zanim zdążysz spojrzeć tam
Światło w tunelu czy ciemny las
Którą drogę wskaże ci czas
Czyjś szept na klatce schodowej
Czy tylko wiatr woła nas
Może miłość znów zaskoczy
Może jeszcze raz
Wpadnie w drzwi jak spóźniony pociąg
W ciszy przerwie trans
Może miłość w progu stanie
Bez walizek
Bez słów
I w tym jednym
Krótkim spojrzeniu
Zmieni sto zamkniętych dróg
Cóż się jeszcze może zdarzyć
Gdy przy oknie gasisz blask
W kubku zimna herbata
W głowie tysiąc dawnych tras
Czy to znak
Czy tylko przypadek
Że znów słyszysz czyjś znany śmiech
Telefon drży gdzieś na dnie kieszeni
Jakby znał twój każdy lęk
Może miłość znów zaskoczy
Może jeszcze raz
Przejdzie w deszczu przez skrzyżowanie
Chociaż miała iść gdzieś tam
Może znów pomyli adres
Zapuka w twój czas
I przewróci starą mapę
Którą skrywasz lat
Zimna herbata, znów stygnie na stole
w telefonie tysiąc słów, których nikt nie czyta
Patrzysz w okno jakby tam miał być ratunek
a ja tu siedzę, blisko, i mnie się nie zapytasz
Mówisz: "co będzie,
gdy wszystko się posypie?"
A ja się boję mniej świata, bardziej twoich łez
Tyle planów mamy tylko w opowieściach
a serce bije dziś, (jeszcze), chyba o tym wiesz
Wyłączmy filmy, co straszą nas przyszłością
Zgaśmy te lampy, tylko ja i ty
nie chcę już słuchać, każde twoje"(może)"
chcę słyszeć, jak oddychasz, kiedy przy mnie śpisz
Zróbmy głupie zdjęcia, co jutro nas rozśmieszą
Narysuj serce na mojej lewej dłoni
Niech cała reszta na chwilę się rozmyje
Proszę usiądź przy mnie, a miłość się obroni
Przestańmy płakać, zacznijmy się bawić
bo kiedyś musimy to wszystko zostawić
niech dzisiaj płonie, chwila, mała, wielka
zanim nam czas, kartki powycina
Bawmy się, żeby nam nie uciekła
Przestańmy płakać, przytul mnie mocno
niech w nas się zatrzyma ta miłość gorąca
bo kiedyś musimy, kochanie, to wiemy
dlatego teraz tak bardzo żyjemy
Może dziś może jutro
Pokorę w sobie trzeba mieć
Miłość jest zawsze
Tylko trzeba chcieć
Dziś będę bujać w obłokach
Nie będę kreślił złych znaków
W głowie mi krążą wspomnienia
Jak stado spóźnionych ptaków
Dziś będę szczęście malować
Na twojej zmęczonej twarzy
Choć trochę drży mi ręka
Co namaluję nie rozmażę
Dziś będę radość rozdawał
Jak ciepły chleb przed burzą
W kieszeni tylko rachunki
Lecz serca mi nie zadłużą
Dziś będę ciszę oswajać
Głaskać jej szorstkie krawędzie
Niech każdy ma o czym marzy
I smutku już w was nie będzie
Dziś będę bujać w obłokach
Mimo że pada deszcz
Będę ci słońce rysować
Gdy w środku czujesz się źle
Dziś będę radość rozdawać
Choć sam się składam ze skaz
Niech każdy ma o czym marzy
Choćby przez chwilę dosięgnął gwiazd
Dziś będę bujać w obłokach
Aż zniknie ciężki cień
Jeśli zabraknie mi farby
Pożyczę trochę z twoich łez
Dziś będę radość rozdawał
Aż zabraknie mi sił
Niech każdy ma o czym marzył
Choć raz na pełnej petardzie żył
Ludzie kochani, co się z wami stało
Dlaczego z życia robicie piekło
Dlaczego wszystko wam się pojebało
Dlaczego rozumu połowę wam wyciekło
Drobne słowo, niewielki gest
A krew wam się waży
Patrzę jak płonie ten stół w salonie
Od spojrzeń, piekielnych witraży
Dlaczego znowu rozdajecie wyroki
Jakbyście trzymali w rękach wyrok świata
Kto dziś wygra
A kto będzie trupem
Gdy jutro obudzi was ta sama chata
Drobne słowo, krzywo rzucone
Jak kamień co rozbija szybę w oknie
Krew jak życie cieknie powoli
A podłoga od krwi powoli moknie
Dlaczego ciągle warczycie na siebie
Jakby chodziło o niebo i piekło
Przecież to tylko jedno drobne słowo
Które przypadkiem, wyciekło
Do ciebie to mówię, i do ciebie też.
Patrzysz w szybę i widzisz wroga.
A to tylko twoja twarz jest
Która kocha siebie a nie kocha Boga.
Ludzie do cholery
Co się z wami stało
Czy serca was nie bolą ?,
wszystkiego wam mało
Wolicie wszystkich gryźć
niż podejść blisko
I powiedzieć:
„ja już nie chcę tej wojny”
Pieprzyć to wszystko
Dlaczego wszystkim tak odjebało
Każdy krzyczy nikt nie słucha
A potem się (stało)
Obudźcie się wreszcie
Bo zło nigdy zła nie pokonało
Dlaczego ciągle warczycie na siebie
Jakby tu chodziło o niebo i piekło
Przecież to tylko jedno drobne słowo
Które przypadkiem, wyciekło
Zło rodzi zło i zabijanie
Więc przemyślcie jeszcze
Bo coś gorszego się stanie.
Dlaczego ciągle warczycie na siebie
Jakby tu chodziło o niebo i piekło
Drobne słowo
A krew wam się waży
Jakby wam życie przez to uciekło
A to nie było jedno słowo
To były słowa dwa
Bo zawsze możesz żyć na nowo
Ze słowem, my, a nie słowem, ja
Popieprzone życie
Popieprzony świat
Ale wszyscy mówią
To chyba nie (ja)
Bo jak inaczej nazwać
Tą znieczulicę
Zarozumiali i butni z pogardą na ulicy.
Minąłeś ojca i matkę, siostrę i brata
Lecz ich nie widziałeś
Bo ty jesteś panem świata
Forsa
Forsa
Forsa
W oczach każdego
Wszyscy chcą więcej
Nikt nie widzi człowieka
Uśmiechu nie ma, (brzydko mówiąc) na pysku
Nikt na nikogo nie czeka
Każdy się kłania
Myśląc tylko o zysku
Obłuda
Nic więcej
Taka tu scena
Nawet ci
Co do Boga klękając składają ręce
Czy wiedzą
Do kogo tam szepczą w ciszy?
Czy to modlitwa
Czy handel w ich myśli?
Komu
Powiedzcie
Komu można jeszcze zaufać?
Kto mnie nauczy
Jak serca nie sprzedawać?
Gdzie taką lekcję dziś w ogóle jeszcze dają?
Gdzie mędrca takiego szukać
Gdy wszyscy udają?
Komu
Powiedzcie
Komu w oczy spojrzeć prosto?
Żeby nie musieć liczyć
Ile z tego będzie mostów
Gdzie taką lekcję udzielą
Że człowiek to więcej niż kasa?
I powiem wreszcie, że to nie jest życie, tylko ślepa odnoga.
Może nas doprowadzi, do rozsądku, zanim życie zgaśnie
I nas uświadomi, że to była zła droga
Nie będę już płakać
Wyschły we mnie łzy
W oknie ciągle ten sam obraz
A ja chcę wyjść z mgły
Pod wiatr chcę iść
Choć drży mi jeszcze głos
Na klatce schodowej cisza
W kieszeni stary los
Stoję w miejscu
Wiem
Dni się lepią w szary klej
W kalendarzu puste kartki
Tylko cięższy staje się lęk
Patrzę w lustro
Ktoś
Kogo ledwie znam
Czy to ja
Czy tylko cień mój
Który zgubił dawno twarz
Pod wiatr chcę iść
Aż zabraknie tchu
Byle dalej stąd
Byle w swoją brew i w swój ruch
Nie będę już płakać
Chcę uwierzyć dziś
Że jeszcze mogę
Szczęśliwym chcę być
Pod wiatr chcę iść
Choć się boję dróg
Każdy mały krok jakby pękał dawny mur
Nie będę już płakać
Nie chcę wracać w nic
Z nowych poranków
Szczęśliwym chcę być