12 kwietnia 2026

 bezwarunkowo

Choćbym sam upadł na samo dno

Oddałbym  za was życie

Bo jesteście wszystkim

Co mam


 Pokonałem wieczność 

Chociaż jestem tylko chwilą

Krótki błysk na czyjejś dłoni

Stary ślad pod świeżą blizną


Kiedyś to nastąpić musi

Że odejdę jak ten dym

A zostaną w waszej szafie

Moje słowa, jakiś rym



Gdy mnie już nie będzie

Ktoś przeczyta jakiś wers

Może wnuk a może obcy

Co zabłądzi tu przez deszcz


Moja twórczość tu zostanie

Jak list wciśnięty w drzwi

Ktoś go znajdzie przez przypadek

I pomyśli: "on to pisał on tu żył”



Pokonały wieczność

Moje wiersze i utwory

Jeśli w tobie coś poruszą

To ja żyję dla przekory


Kiedy zgaśnie moje imię

A wspomnienia zmyje deszcz

Pozostaną po mnie Akartki

Które  pokonały śmierć


" Pokonałem wieczność"


Bo gdy czytasz moje słowa

W każdym wersie, w każdym błędzie

Słychać dźwięki moich myśli 

Będziesz czytać, będą wszędzie 

 Rośnie w lesie stare drzewo,  

szumem liści wszystkich woła.  

Miękka trawa, mchy, paprocie,  

w jego cieniu dookoła.



Skrzypią jego wiotkie gałęzie,  

kiedy wiatr je delikatnie pieści.  

W jego pniu zapisane są dzieje,  

wśród jego liści kryją się opowieści.



Przy jego korzeniach ścieżki giną,  

w promieniach słońca seplenią krople rosy.  

Na świecie stał przez wieki,  

jak mędrzec, który czasu nie znosi.



Skrzypią jego wiotkie gałęzie,  

kiedy wiatr je delikatnie pieści.  

W jego pniu zapisane są dzieje,  

wśród jego liści kryją się opowieści.



Przychodzą tu ludzie, by znaleźć spokój,  

w jego cieniu czas wolniej płynie.  

Stare drzewo, opiekun tajemnic,  

strażnik przeszłości, wciąż w nim trwa i nie ginie.



Rośnie w lesie stare drzewo,  

szumem liści wszystkich woła.  

Niech trwa tak przez kolejne stuleci kolejne stulecie,  

A w cieniu jego opowieść przez wieki niech się plecie.



  

Stoi dumnie, wiatrem szarpany,  

w swoich gałęziach niesie pieśni.  

Dzieci biegają między konarami,  

ich śmiech z echem w liści szeleści.


 

Skrzypią jego wiotkie gałęzie,  

kiedy wiatr je delikatnie pieści.  

W jego pniu zapisane są dzieje,  

wśród jego liści kryją się opowieści.


 

Pod koroną, gdzie rozłożył się wielki cień,  

Ludzie jadają pikniki w letni dzień.  

Jego korzenie ziemię objęły,  

czas stoi w miejscu, jakby to był sen.


 

Skrzypią jego wiotkie gałęzie,  

kiedy wiatr je delikatnie pieści.  

W jego pniu zapisane są dzieje,  

wśród jego liści kryją się opowieści.


  

Przychodzą tu ludzie, by znaleźć spokój,  

w jego cieniu czas wolniej płynie.  

Stare drzewo, opiekun tajemnic,  

strażnik przeszłości, wciąż w nim trwa i nie zginie.



Rośnie w lesie stare drzewo,  

szumem liści wszystkich woła.  

Niech trwa tak przez kolejne stulecia,  

w jego cieniu i dookoła.


 Czas zostawił na mojej twarzy trochę ran i trochę blizn

W lustrze widzę obcą prawdę

Która przyszła z tamtych dni


Cóż się jeszcze może zdarzyć

Kiedy znam już każdy cios

Każdą noc bez czyjejś dłoni

Każdy świt

Co boli wprost



Ile jeszcze straconych dni

Ile myśli pustych spraw

Czy zdążymy się odnaleźć

Kiedy radość wróci w nas



Twoje słowa w starych listach

Żółte kartki

Krzywy druk

Pamiętasz

Jak kiedyś mówiłaś

„Mamy jeszcze tyle dróg"


Dziś już wiem

Że każda obietnica

Ma swój cichy

Gorzki kres

Ty już nie będziesz młoda

I ja też?



Ile jeszcze straconych dni

Ile planów w pustych snach

Czy zdążymy sobie wybaczyć

Zanim światło zgaśnie w nas


Wracam drogą dawnych spacerów

Ten sam mur i ten sam dom

Tylko krok mam jakiś cięższy

A życie jakby ważyło kilka ton


Czy potrafię jeszcze wierzyć

Że przed nami inny brzeg

Że nie wszystko jest przeszłością

Że to nie ostatni bieg



Czas zostawił na mojej twarzy

Trochę ran i trochę blizn

Ale serce wciąż się jarzy

Gdzieś pod warstwą dawnych win


Ile jeszcze straconych dni

Ile dróg wśród obcych miast

Może jedna z nich cię przyśle

Może jedna odda nas



Czas zostawił na mojej twarzy

Trochę ran i trochę blizn

Ale jeśli chcesz

Spróbuję

Może być od dziś



Może kiedyś staniesz u moich drzwiach 

I powiesz, " nie marnujmy więcej lat"

Ja ci powiem" wchodź do domu bo zimno na dworze"

I wreszcie do pełni się nasz świat. 


 Gdy kalendarz milczy jak głaz

Ślady w śniegu nagle znikną

Zanim zdążysz spojrzeć tam


Światło w tunelu czy ciemny las

Którą drogę wskaże ci czas

Czyjś szept na klatce schodowej

Czy tylko wiatr woła nas



Może miłość znów zaskoczy

Może jeszcze raz

Wpadnie w drzwi jak spóźniony pociąg

W ciszy przerwie trans


Może miłość w progu stanie

Bez walizek

Bez słów

I w tym jednym

Krótkim spojrzeniu

Zmieni sto zamkniętych dróg



Cóż się jeszcze może zdarzyć

Gdy przy oknie gasisz blask

W kubku zimna herbata

W głowie tysiąc dawnych tras


Czy to znak

Czy tylko przypadek

Że znów słyszysz czyjś znany śmiech

Telefon drży gdzieś na dnie kieszeni

Jakby znał twój każdy lęk



Może miłość znów zaskoczy

Może jeszcze raz

Przejdzie w deszczu przez skrzyżowanie

Chociaż miała iść gdzieś tam



Może znów pomyli adres

Zapuka w twój czas

I przewróci starą mapę

Którą  skrywasz lat

 Zimna herbata, znów stygnie na stole

w telefonie tysiąc słów, których nikt nie czyta

Patrzysz w okno jakby tam miał być ratunek

a ja tu siedzę, blisko, i mnie się nie zapytasz


Mówisz: "co będzie, 

gdy wszystko się posypie?"

A ja się boję mniej świata, bardziej twoich łez

Tyle planów mamy tylko w opowieściach

a serce bije dziś, (jeszcze), chyba o tym wiesz



Wyłączmy filmy, co straszą nas przyszłością

Zgaśmy te lampy, tylko ja i ty

nie chcę już słuchać, każde twoje"(może)"

chcę słyszeć, jak oddychasz, kiedy przy mnie śpisz


Zróbmy głupie zdjęcia, co jutro nas rozśmieszą

Narysuj serce na mojej lewej dłoni

Niech cała reszta na chwilę się rozmyje

Proszę usiądź przy mnie, a miłość się obroni



Przestańmy płakać, zacznijmy się bawić 

bo kiedyś musimy to wszystko zostawić

niech dzisiaj płonie, chwila, mała, wielka

zanim nam czas, kartki powycina

Bawmy się, żeby nam nie uciekła


Przestańmy płakać, przytul mnie mocno

niech w nas się zatrzyma ta miłość gorąca

bo kiedyś musimy, kochanie, to wiemy

dlatego teraz tak bardzo żyjemy



Może dziś może jutro 

Pokorę w sobie trzeba mieć

Miłość jest zawsze 

Tylko trzeba chcieć


11 kwietnia 2026

 Dziś będę bujać w obłokach

Nie będę kreślił złych znaków

W głowie mi krążą wspomnienia

Jak stado spóźnionych ptaków


Dziś będę szczęście malować

Na twojej zmęczonej twarzy

Choć trochę drży mi  ręka

Co namaluję  nie rozmażę 



Dziś będę radość rozdawał

Jak ciepły chleb przed burzą

W kieszeni tylko rachunki

Lecz serca mi nie zadłużą


Dziś będę ciszę oswajać

Głaskać jej szorstkie krawędzie

Niech każdy ma o czym marzy

I smutku już w was nie będzie


Dziś będę bujać w obłokach

Mimo że pada deszcz

Będę ci słońce rysować

Gdy w środku czujesz się źle

Dziś będę radość rozdawać

Choć sam się składam ze skaz

Niech każdy ma o czym marzy

Choćby przez chwilę dosięgnął gwiazd


Dziś będę bujać w obłokach

Aż zniknie ciężki cień

Jeśli zabraknie mi farby

Pożyczę trochę z twoich łez

Dziś będę radość rozdawał

Aż zabraknie mi sił

Niech każdy ma o czym marzył

Choć raz na pełnej petardzie żył


10 kwietnia 2026

Ludzie kochani, co się z wami stało

Dlaczego z życia robicie piekło

Dlaczego wszystko wam się pojebało

Dlaczego rozumu połowę wam wyciekło


Drobne słowo, niewielki gest

A krew wam się waży 

Patrzę jak płonie ten stół w salonie

Od spojrzeń,  piekielnych witraży


Dlaczego znowu rozdajecie wyroki

Jakbyście trzymali w rękach wyrok świata

Kto dziś wygra

A kto będzie trupem

Gdy jutro obudzi was ta sama chata


Drobne słowo, krzywo rzucone

Jak kamień co rozbija szybę w oknie

Krew jak życie cieknie powoli

A podłoga od krwi powoli moknie



Dlaczego ciągle warczycie na siebie

Jakby  chodziło o niebo i piekło

Przecież to tylko jedno drobne słowo

Które przypadkiem, wyciekło


Do ciebie to mówię, i do ciebie też.

Patrzysz w szybę i widzisz wroga.

A to tylko twoja twarz jest

Która kocha siebie a nie kocha Boga.


Ludzie do cholery

Co się z wami stało

Czy serca was nie bolą ?, 

wszystkiego wam mało

Wolicie wszystkich gryźć 

niż podejść blisko

I powiedzieć: 

„ja już nie chcę tej wojny”

Pieprzyć to wszystko



Dlaczego wszystkim tak odjebało 

Każdy krzyczy nikt nie słucha 

A potem się (stało) 

Obudźcie się wreszcie 

Bo zło nigdy zła nie pokonało



Dlaczego ciągle warczycie na siebie

Jakby tu chodziło o niebo i piekło

Przecież to tylko jedno drobne słowo

Które przypadkiem, wyciekło

Zło rodzi zło i zabijanie

Więc przemyślcie jeszcze

Bo coś gorszego się stanie.


Dlaczego ciągle warczycie na siebie

Jakby tu chodziło o niebo i piekło

Drobne słowo

A krew wam się waży

Jakby wam życie przez to uciekło



A to nie było jedno słowo 

To były słowa dwa 

Bo zawsze możesz żyć na nowo 

Ze słowem, my, a nie słowem, ja


 Popieprzone życie

Popieprzony świat

Ale wszyscy mówią 

To  chyba nie  (ja)

Bo jak inaczej nazwać 

Tą  znieczulicę 

Zarozumiali i butni z pogardą na ulicy.

Minąłeś ojca i matkę, siostrę i brata 

Lecz ich nie widziałeś

Bo ty jesteś panem świata


Forsa

Forsa

Forsa

W oczach każdego

Wszyscy chcą więcej

Nikt nie widzi człowieka

Uśmiechu nie ma, (brzydko mówiąc) na pysku

Nikt na nikogo nie czeka

Każdy się kłania

Myśląc tylko o zysku


Obłuda

Nic więcej

Taka tu scena

Nawet ci

Co do Boga klękając składają ręce

Czy wiedzą

Do kogo tam szepczą w ciszy?

Czy to modlitwa

Czy handel w ich myśli?


Komu

Powiedzcie

Komu można jeszcze zaufać?

Kto mnie nauczy

Jak serca nie sprzedawać?

Gdzie taką lekcję dziś w ogóle jeszcze dają?

Gdzie mędrca takiego szukać

Gdy wszyscy udają?


Komu

Powiedzcie

Komu w oczy spojrzeć prosto?

Żeby nie musieć liczyć

Ile z tego będzie mostów

Gdzie taką lekcję udzielą 

Że człowiek to więcej niż kasa?


I powiem wreszcie, że to nie jest życie, tylko ślepa odnoga.

Może nas doprowadzi, do rozsądku, zanim życie zgaśnie 

I nas uświadomi, że to była zła droga


 Nie będę już płakać

Wyschły we mnie łzy

W oknie ciągle ten sam obraz

A ja chcę wyjść z mgły


Pod wiatr chcę iść

Choć drży mi jeszcze głos

Na klatce schodowej cisza

W kieszeni stary los



Stoję w miejscu

Wiem

Dni się lepią w szary klej

W kalendarzu puste kartki

Tylko cięższy staje się lęk


Patrzę w lustro

Ktoś

Kogo ledwie znam

Czy to ja

Czy tylko cień mój

Który zgubił dawno twarz



Pod wiatr chcę iść

Aż zabraknie tchu

Byle dalej stąd

Byle w swoją brew i w swój ruch

Nie będę już płakać

Chcę uwierzyć dziś

Że jeszcze mogę

Szczęśliwym chcę być


Pod wiatr chcę iść

Choć się boję dróg

Każdy mały krok jakby pękał dawny mur

Nie będę już płakać

Nie chcę wracać w nic

Z nowych poranków

Szczęśliwym chcę być

Archiwum bloga