21 września 2026

 Gdy rzeka spieniona i rwąca

Do morza głębokiego zmierza,
Tak życie pod blaskiem miesiąca
Ucieka od niby pacierza.
Czas płynie i wszystko zabiera,
Przecieka przez palce jak woda.
W pośpiechu nam dusza zamiera,
A chwil utraconych tak szkoda.
Chcę zamknąć zmęczone już oczy,
Przed światem na chwilę się schować.
Niech nurt mnie łagodny otoczy,
By zacząć od nowa wędrować.
Popłynąć z tą falą do końca,
Gdzie lęki i żale niszczeją.
Daleko od blasku i słońca,
Gdzie cienie  cicho się chwieją.
Zapomnieć o ciągłej  walce,
Co serce na części rozrywa.
Gdy los nas dotyka po palce,
A prawdę serce ukrywa.
Nie czekać na jutro niepewne,
Nie pytać, co jeszcze się zdarzy.
Uciszyć te skargi  rzewne,
Odrzucić złudzenia z swej twarzy.
Nie grzeszyć już słowem ni czynem,
Na drodze zatrzymać się...w ciszy.
Gdy wieczór owija nas szarością
Głos serca nareszcie usłyszy.
Popaść w tę wieczną zadumę,
Gdzie spokój jak całun opada.
Zrozumieć ludzką zadumę,
Co wiecznie o szczęściu powiada.
I wreszcie pojąć to wszystko,
Co dotąd ukryte sny kryły.
Gdy cel jest już całkiem blisko,
A dawne wspomnienia ożyły.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Bardzo proszę podpisujcie się......

Archiwum bloga