Krzyczę tak głośno, by niebo słyszało,
Jak bardzo boli ta prawda i czas.
Ciało od uderzeń bólu stwardniało,
A świat się zatrzymał, jakby nagle zgasł.
Ciało od uderzeń bólu stwardniało,
A świat się zatrzymał, jakby nagle zgasł.
Podnoszę twarz, by niebo widziało,
Jak bardzo płaczę, choć nie ma już łez.
Wszystko się we mnie na wskroś załamało,
Gdy w tej udręce cierpliwości nadszedł kres.
Jak bardzo płaczę, choć nie ma już łez.
Wszystko się we mnie na wskroś załamało,
Gdy w tej udręce cierpliwości nadszedł kres.
Zaciskam dłonie w dwie pięści do bólu,
Do czystej krwi, co zaraz wytryśnie.
Chcę stać się panem tego cierpienia,
Zanim ono mnie do końca... ściśnie.
Do czystej krwi, co zaraz wytryśnie.
Chcę stać się panem tego cierpienia,
Zanim ono mnie do końca... ściśnie.
Niech pękną tamy ukryte głęboko,
Gdy krew na palcach czerwienią zabłyśnie.
Niechaj ten ból wreszcie wyjdzie z serca,
Niechaj przez rany spłynie i wytryśnie.
Gdy krew na palcach czerwienią zabłyśnie.
Niechaj ten ból wreszcie wyjdzie z serca,
Niechaj przez rany spłynie i wytryśnie.
Wyrzucam z siebie ten ciężar palący,
Przelewam na dłonie wnętrza pożogę.
Zamiast w milczeniu stać i wciąż broczyć,
Oczyszczam z bolesnych kamieni swą drogę.
Przelewam na dłonie wnętrza pożogę.
Zamiast w milczeniu stać i wciąż broczyć,
Oczyszczam z bolesnych kamieni swą drogę.
Odrzucam plany i jutro, i strach,
Który paraliżuje każdy mój krok.
Gdy wszystko wokół obraca się w piach,
Wytężę swój dumny, zmęczony wzrok.
Który paraliżuje każdy mój krok.
Gdy wszystko wokół obraca się w piach,
Wytężę swój dumny, zmęczony wzrok.
Spróbuj na chwilę zatrzymać ten bieg,
Zapomnieć o tym, co niesie przyszłość.
Zanim uderzy kolejny życia ściek,
Zanim stracę całą tę czystość.
Zapomnieć o tym, co niesie przyszłość.
Zanim uderzy kolejny życia ściek,
Zanim stracę całą tę czystość.
W moich oczach nie ma już ani jednej łzy,
Moje spojrzenie jest suche jak głaz.
Choćby spłonęły we mnie wszystkie dni,
I życia ogień doszczętnie zgasł.
Moje spojrzenie jest suche jak głaz.
Choćby spłonęły we mnie wszystkie dni,
I życia ogień doszczętnie zgasł.
A w moim sercu może... tak, tam jest morze,
Wielka woda, potop, wezbrana fala.
Ten ocean bólu przyjmę w pokorze,
I ten ogień, co powoli od środka mnie wypala.
Wielka woda, potop, wezbrana fala.
Ten ocean bólu przyjmę w pokorze,
I ten ogień, co powoli od środka mnie wypala.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Bardzo proszę podpisujcie się......